Esperanto dla wszystkich (podręcznik)

Na szczęście już dzisiaj nikomu nie trzeba tłumaczyć, co to jest esperanto. Wszyscy wiemy, ze jest to język międzynarodowy. Cudowny zresztą. Łatwy, jak żaden inny na świecie. Dosłownie sam wchodzi do głowy bez względu na wiek, kolor skóry i owłosienia. Przekonamy się o tym po kilku (naprawdę już po kilku!) dniach nauki, gdy niespodziewanie dla siebie samych napiszemy bardzo zręczny i miły list do przyjaciela esperantysty z drugiego końca świata.

Skąd się ten najmodniejszy, najłatwiejszy i, jak twierdzą znawcy, najładniejszy język wziął?

W odróżnieniu od języków narodowych, które miliony ludzi tworzyły przez całe wieki, esperanto stworzone zostało przez jednego człowieka w ciągu kilkunastu lat. Człowiek ten, to warszawski lekarz, Ludwik Zamenhof, żyjący w latach 1859 - 1917, wielki marzyciel, pragnący zjednoczenia ludzkości w duchu przyjaźni i pokoju.

Dziś, gdy międzynarodowe konferencje, festiwale, zjazdy i najrozmaitsze zloty stanowią jedną z form wzajemnego poznawania się narodów i współpracy w licznych dziedzinach, gdy pędzą po świecie różne "Pociągi przyjaźni", a wycieczki "za siedem mórz i siedem gór" są coraz przystępniejsze, znajomość jakiegś jednego języka, który ułatwiałby porozumienie się przedstawicielom różnych narodów, stała się ludzkości szczególnie niezbędna.

Nic też dziwnego, że esperanto, język sztucznie stworzony, z natury rzeczy neutralny, nie stanowiący dziedzictwa i własności żadnej grupy ludzkiej, nie mający ambicji wypierania języków narodowych, lecz zadowalający się rolą języka pomocniczego, najbardziej się do tego nadaje.

W pierwszym okresie swego istnienia, przypadającym na lata dziewięćdziesiąte XIX wieku, miało esperanto licznych wrogów. Uważane było nawet za niechybny znak zbliżającego się końca świata, który (ten koniec!) nastąpić miał z całą pewnością w roku 1900.

I dziś jeszcze trafiają się ludzie, którzy uważają, ze esperanto jest utopią i nieszkodliwym dziwactwem. Ale są to zaśniedzieli mędrcy, nieodrodni potomkowie tych, co kiedyś utopią i wariactwem nazywali dążenie człowieka do latania w powietrzu, nie mówiąc już o podróżach w kosmos.

Kończąc to "wprowadzenie" witam najserdeczniej nie tylko tych z Państwa, którzy na adres redakcji "Nowej Wsi", "Filipinki" i "Żołnierza Polskiego" bombardowali mnie listami z prośbą o podręcznik, ale także i tych, którzy z książką niniejszą zetknęli się przypadkowo. Wszystkich, którzy przerobią podane tu 32 lekcje, zapewniam, że będą mogli nie tylko po esperancku mówić, ale nawet śpiewać i korespondować z całym światem.

Maria Niemirow

Info od redakcji: Podręcznik nie jest nowy (m.in dlatego możemy go opublikować na stronie), więc we wprowadzeniu znajdują się informacje, które były aktualne w czasach jego jego pierwszego wydania. Natomiast sama zawartość podręcznika nic nie straciła na aktualności.